Powstanie pisma obrazkowego szacuje się na 2 połowę IV tysiąclecia przed naszą erą. W tym czasie nasi praprzodkowie próbowali porozumieć się za pomocą prostych rysunków przedstawiających ludzi, zwierzęta czy przedmioty, które malowali na ścianach jaskiń.

Dziś, kilka tysięcy lat od powstania pierwszego jaskiniowego rysunku historia zatoczyła koło, a ten sposób komunikacji wrócił do łask w postaci emoji. Co więcej, jak stwierdził dziennik The Telegraph, język emoji był jednym z najszybciej rozwijających się języków w historii.

 

Czym są emoji?

To kolorowe ikony, podobne do wcześniej znanych emotikon (obrazków zbudowanych za pomocą znaków interpunkcyjnych, przedstawiających wyraz twarzy). Dzięki swojej prostocie i elastyczności przekazu zyskały miano uniwersalnego języka, którym posługują się ludzie na całym świecie.

Emoji przywędrowały do nas z Japonii (patrząc na pismo Japończyków nie powinno dziwić, że powstały właśnie tam). Pierwsze ikonki powstały pod koniec lat 90-tych i zostały stworzone na zamówienie sieci komórkowej NTT DoCoMo w celu ułatwienia komunikacji na platformie internetowej operatora.

Ich twórcą był Shigetaka Kurita, który zaprojektował zestaw ikon odzwierciedlający najpopularniejsze ludzkie gesty oraz elementy jakie znajdziemy w swoim najbliższym otoczeniu. Nie może dziwić fakt, że w oryginalnym zestawie ikon znajdziemy przede wszystkim te kojarzące się z Japonią (brama Tori, japońska waluta, czy charakterystyczny japoński budynek).

Dopiero 2010 rok przyniósł wprowadzenie emoji do standardu Unicode. To umożliwiło przeniesienie ikonek na inne systemy operacyjne oraz ich ekspansję poza granice Japonii. Później zostały zaimplementowane również w systemach dwóch gigantów technologicznych – Google oraz Apple (między innymi poprzez wdrożenie dedykowanych emoji klawiatur).

Ciekawostka: Emoji w Japonii zyskały tak wielką popularność, że niewiele brakowało a uniemożliwiłyby wprowadzenie nowego modelu iPhona w kraju kwitnącej wiśni. Problemem był brak możliwości używania emoji. Ostatecznie Masayoshi Son (dyrektor naszelny Apple w Japonii), zwołał konferencje prasową, na której ogłosił, że przekonał firmę Apple do tego, że ”w Japonii e-mail bez emoji, nie jest e-mailem”.

 

Według raportu przygotowanego przez Emogi Research Team z września 2015 (polecam!) aż 92% populacji online wykorzystuje dziś język emoji w codziennej komunikacji.

Popularność emoji można wyjaśnić dwoma słowami – prostota i uniwersalność. Komunikacja obrazkowa jest dużo szybsza i łatwiejsza. Dzięki niej możemy wyrazić nasz przekaz w bardziej zrozumiały sposób, bez konieczności opisywania go długimi zdaniami. Co więcej, często zastępują one całą warstwę emocjonalną naszej wypowiedzi, której brakuje w komunikacji tekstowej online.

Inna sprawa, że w komunikacji za pośrednictwem Internetu czy telefonów komórkowych od zawsze mamy tendencje do skracania przekazu, aby maksymalnie przyśpieszyć wymianę informacji. Kiedyś, pisząc smsa używaliśmy skrótów, dziś używamy obrazków:

A jak śmiejemy się w online? Dla przykładu, popularne niegdyś LOL (Laughing Out Loud) odchodzi dziś do lamusa. Coraz częściej śmiejemy się obrazkiem. Zobaczcie jak to wygląda na Facebook’u.

 

Emoji w reklamie

Jak można się spodziewać marketerzy szybko zauważyli ich rosnącą popularność i zaczęli wykorzystywać je w reklamach. Wiele marek (w dużej mierze zagranicznych) wspiera swoje kampanie marketingowe wykorzystując w nich język emoji.  Nie jest to niczym zaskakującym – wykorzystanie tych elementów w reklamie spotyka się z bardzo pozytywnymi reakcjami wśród odbiorców.

W internecie możemy znaleźć wiele przykładów marketingowego wykorzystania języka emoji. Poniżej zamieszczam kilka tych, które mi najbardziej się podobały.

 

A kto z Was jest w stanie przeczytać o co chodziło Chevroletowi?

 

Zmierzch emoji?

Choć Japończycy coraz częściej deklarują, że emoji im się znudziło a ich dni są policzone, nie sądzę, żebyśmy mogli mówić o schyłku ich popularności w innych krajach.

Problem z emoji w Japonii w dużej mierze wynika z ich globalizacji. W momencie ich powstania ikony wiązały się z popkulturą Japonii, która często była niezrozumiała dla obcokrajowców. Kiedy inne kraje zaczęły majstrować przy ikonach, dodawać ich nowe znaczenia i wdrażać swoje „zachodnie” pomysły, cały japoński duch zniknął.

Drugą przyczyną spadku popularności emoji w Japonii jest pojawienie się darmowego komunikatora „Line”, który odniósł tam ogromny sukces (łącznie na wyspach korzysta z niego prawie 60 milionów użytkowników). Wszystko dzięki „wklejkom”, czyli obrazki postaci z kreskówek/bajek, które użytkownicy mogą przesyłać między sobą.

Trzecim wrogiem dla emoji są japońskie kaomoji. Jest to skomplikowana mieszanina właściwie wszystkiego, co możemy stworzyć za pomocą klawiatury, a więc znaków interpunkcyjnych, liter, japońskiego pisma „kana” oraz symboli naukowych. Takie japońskie, prawda?

A co Wy myślicie o takim sposobie komunikacji? Czy uważacie, że zostaną wyparte z naszego „cyfrowego” języka, czy może wręcz przeciwnie?

Mam nadzieję, że tym tekstem przybliżyłem Wam tematykę emoji. A jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, raport Emogi Research Team znajdziecie tutaj. Dla tych, co uważają, że świetnie odczytują tekst zapisany w języku emoji, zapraszam na wpis znaleziony na The Drum.

 

Udostępnij