Smart urządzenia są obecne w naszym codziennym życiu od dłuższego czasu. Jednak sam Internet Rzeczy (ang. Internet of Things) nadal postrzegany jest w kategorii nowinek technologicznych.

Termin po raz pierwszy został użyty przez brytyjskiego przedsiębiorcę Kevina Ashtona w 1999 roku. Określa sieć przedmiotów, które dzięki posiadaniu różnego rodzaju czujników i możliwości połączenia do sieci internetowej, potrafią komunikować się pomiędzy sobą i z człowiekiem. Można powiedzieć, że tworzą pewnego rodzaju „ekosystem”. Dla jednych intensywny rozwój tego typu urządzeń jest szansą łatwiejsze życie, u innych coraz większa cyfryzacja codziennego życia powoduje obawy i strach. Część z Was zapewne wyobraża sobie to tak :)

Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy.

 

Internet Rzeczy w liczbach

Liczba urządzeń Internetu Rzeczy rośnie z roku na rok. Przewiduje się, że w 2020 roku do Internetu będzie podłączonych 25 – 30 miliardów urządzeń.

Pomimo coraz większej popularności tych urządzeń, samo określenie „Internet Rzeczy” nadal nie jest w Polsce zbyt znane. Według badań nigdy nie spotkało się z nim 78% ankietowanych.

 

Najbardziej obawiamy się reklam i utraty prywatności

Wśród najczęściej wskazywanych zagrożeń, związanych z korzystaniem z urządzeń podłączonych do sieci, jest strach przed zbyt natarczywą reklamą –tak twierdzi niemal 50% badanych. Kolejne obawy to strach przed wyciekiem danych dotyczących naszych bliskich (47%) oraz utrata prywatności (43%). W dużym stopniu boimy się również  utraty kontroli nad maszynami (34%).

Natomiast jako korzyści wymieniamy najczęściej oszczędność energii (44%), większą kontrolę nad urządzeniami (41%) oraz zwiększenie poczucia bezpieczeństwa (38%).

internet rzeczy korzyści zagrożenia raport goldensubmarine

Przejdźmy do samych urządzeń. Pewnie wielu z Was jest zdania, że Internet Rzeczy to w większości zupełnie niepotrzebne i cholernie drogie gadżety. I ja się z tym zgadzam. Jednak mam prosty wyznacznik, czy dane urządzenie ma przyszłość, czy nie – musi zaspokajać konkretną potrzebę. Tylko jest pewien haczyk… Nasze potrzeby zmieniają się dość szybko. Dziś nie potrzebuję lodówki, która wyświetli mi aktualny stan produktów spożywczych. Uważam ją tylko za ciekawy, ale niepotrzebny gadżet. Jednak kto wie? Może za kilka lat, pod wpływem komunikacji marek, dojdę do wniosku, że jednak fajnie byłoby dostawać smsa, że skończyło się już mleko. Szczególnie gdy akurat jestem w sklepie.

Przyjrzyjmy się więc podstawowym potrzebom człowieka XI wieku.

Ta zabawna „przeróbka” piramidy potrzeb Maslova jest, wbrew pozorom, bardzo prawdziwa. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Goldensubmarine wspólnie z IAB, 77% ankietowanych posiada w domu bezprzewodowy dostęp do internetu, a aż 76% przynajmniej od czasu do czasu korzysta z urządzeń mobilnych za pomocą sieci WiFi.

Najczęściej do sieci mamy podłączonych w domu od 2 do 5 urządzeń – taką ilość deklaruje 71% badanych. Policzyłem u siebie – na stałe do domowej sieci WiFi podłączonych mam 8 urządzeń. Patrząc więc na wyniki badania jestem mocno powyżej średniej :)

 

Urządzenia na każdą potrzebę

Internet Rzeczy rozwinął się już na tyle, że praktycznie na każdą potrzebę możemy znaleźć odpowiednie urządzenie. Poniżej wrzuciłem kilka ciekawszych według mnie gadżetów.

 

Zdrowie psychiczne

Zdrowy sen to najlepszy sposób na dobre samopoczucie. Jednak, jak łatwo się domyślić pomiar jego jakości za pomocą elektronicznych gadżetów jest trudne.

Mierzyć jakość snu możemy na różne sposoby – mamy do tego specjalne aplikacje na smartfony, możemy też do tego wykorzystać popularne w ostatnim czasie bransoletki fitness. Jednak najbardziej wygodną i intuicyjną formą pomiaru będzie poduszka. Jakiś czas temu na kickstarterze trafiłem na projekt ZEEQ, czyli inteligentną poduszkę, która nie tylko przeanalizuje poszczególne fazy, ale pomoże nam zasnąć grając naszą ulubioną muzykę, sprawi, że przestaniemy chrapać, a na koniec obudzi nas w najbardziej odpowiednim momencie.

 

Bezpieczeństwo

Każdy motocyklista wie, że najważniejszym elementem chroniącym nasze zdrowie podczas jazdy jest kask. Właśnie z tego powodu powstał Skully – inteligentny kask z funkcją rozszerzonej rzeczywistości. Marcus Weller – założyciel firmy, wpadł na ten pomysł, kiedy usłyszał o wypadku motocyklisty, który zapatrzył się w znak drogowy.

Skully działa podobnie do Google Glass. Wyświetla w rogu osłony przezroczysty obraz, na zasadzie lusterka wstecznego (z tyłu kasku zamontowana jest szerokokątna kamera, która eliminuje tak zwane „martwe punkty”). Oprócz tego posiada nawigację GPS, informuje kierowce o niespodziawanych sytuacjach na drodze, natężeniu ruchu czy zbliżającym się zakręcie. Dzięki współpracy z innymi urządzeniami za pomocą bluetooth, możemy odbierać telefon, prowadzić rozmowy czy słuchać muzyki.

Kolejnym przykładem na poprawę naszego poczucia bezpieczeństwa są inteligentne zamki. Od dłuższego czasu na serwisach jak Kickstarter, czy Indiegogo, mamy wysyp tego typu urządzeń. Zasada działania jest prosta – tradycyjny klucz zastąpiony jest smartfonem, technologią bluetooth oraz elektronicznym kluczem.

 

Rodzina

Kiedy w domu pojawia się nowy członek rodziny, chcemy zapewnić mu bezpieczeństwo. Kiedyś służyły do tego elektroniczne nianie, które monitorowały sen i zachowanie naszego dziecka. Dziś technologia pozwala na dokładniejszy pomiar.

Pierwszym przykładem jest inteligentny smoczek Blue Maestro Pacifi, który dzięki wbudowanym czujnikom monitoruje temperaturę ciała naszego dziecka, a zebrane dane przesyła do dedykowanej aplikacji na naszego smartfona. Dodatkowo posiada funkcję informowania nas kiedy smoczek wypadnie lub gdy dziecko ma podwyższoną temperaturę.

Kolejny przykład to Mimo Baby Monitor, czyli dziecięce body monitorujące pracę układu oddechowego niemowlaka, temperaturę oraz jego ruchy i pozycję ciała. Wszystkie zebrane dane dotyczące funkcji życiowych dziecka wysyłane są za pośrednictwem bluetooth do aplikacji w smartfonie rodzica. Dodatkowo w skład zestawu wchodzi stacja bazowa, która umożliwia strumieniowe przesyłanie dźwięków w czasie rzeczywistym. Za projekt odpowiada firma Intel razem z Rest Devices. Całość możecie zakupić za 199 dolarów.

 

 

Potrzeby fizjologiczne

O nich też nie należy zapominać, bo technologia ubieralna towarzyszy nam również w łóżku. Przykładem może być tu wyprodukowana przez Polaków opaska Lovely. Jest to pierścień na penisa, który mierzy naszą aktywność podczas stosunku. W urządzeniu znajdują się czujniki ruchu, a aplikacja na smatfonie analizuje zebrane dane i prezentuje użytkownikowi dokładną analizę stosunku. Według twórców, po konsultacjach z seksuologami okazało się, że dzięki zebranym przez opaskę danym, można udzielać parom bardziej spersonalizowane porady dotyczące ich życia intymnego.

Projekt możecie też wesprzeć na Indiegogo

Jakiś czas temu pisałem o urządzeniu, które udostępnił Pornhub – możecie o tym przeczytać tutaj.

 

To tylko kilka przykładów urządzeń Internetu Rzeczy. A niemal codziennie pojawiają się nowe pomysły. Mamy już inteligentne domy, samochody, lodówki, piekarniki, termostaty, telewizory, kubki informujące czy pijemy odpowiednią ilość wody, widelce… długo by wymieniać. Tymi kilkoma przykładami chciałem udowodnić, że obecnie technologia ma odpowiedź na każdą naszą potrzebę.

Przyszłość i podsumowanie

Nie oszukujmy się, urządzenia tego typu czy chcemy, czy nie zagoszczą na stałe w naszym życiu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ jako konsumenci ciągle oczekujemy więcej, a naprzeciw naszym potrzebom wychodzi rozwijająca się technologia, która je zaspokaja.

Prosty przykład. Zastanówcie się czego oczekiwaliście od telefonu 15 lat temu. Nokia 3310 – miała wysyłać smsy i dzwonić. Później? Później chcieliśmy ustawiać sobie kolorową tapetę i wysyłać emotikony w formie graficznej. Polifoniczne dzwonki? – Czad! Teraz w kieszeni nosimy mini komputer – smartfony mają wielokrotnie większą moc obliczeniową niż komputer pokładowy misji apollo. Odbieramy i wysyłamy z niego maile, oglądamy filmy, mierzymy swoją aktywność, robimy zdjęcia lepszej jakości niż niejeden aparat, a nawet sterujemy naszym piekarnikiem czy odkurzaczem.

I tak, za „cyfryzację” naszej codzienności płacimy również swoimi danymi, ale jest to przecież najpopularniejsza obecnie waluta w internecie. Ważne, żeby znaleźć kompromis pomiędzy tym, jak bardzo z takich urządzeń chcemy korzystać a tym, jaką ilość danych o sobie i bliskich jesteśmy skłonni za to przekazać.

 

Zastanawiałem się, jak połączyć tematykę bloga o tym, co się dzieje w internecie, z nowinkami technologicznymi. I właśnie hasło Internet Rzeczy jest na to najlepszą odpowiedzią. Powyższy tekst powstał dość dawno ale nie publikowałem go, ponieważ będzie on początkiem czegoś nowego. Postanowiłem wystartować z serią wpisów #InternetRzeczy, gdzie będę opisywał najciekawsze gadżety, które łączą się z siecią. Jeżeli się uda, będę je testował i opisywał swoje wrażenia.

 

We wpisie korzystałem z danych przedstawionych w prezentacji GoldenSubmarine. Całość dostępna jest na ich blogu.

 

Udostępnij